Archive for Lipiec, 2010

heh…

Lipiec 31, 2010

bardzo mile wieczory, takie inne jakies. zupelnie inaczej spedzany czas niz w poprzednie wakacje. czerstwe sztrasburgery bawia w zupelnie inny sposob. przemilo, ze cos takiego ma miejsce. to dosc wiele, przynajmniej jak dla mnie. mieszkanie sobie zyje – jeszcze – w jakis sposob. od za niekoniecznie jakos dlugo umrze. nie mowie, ze cale mieszkanie, umrze jakas czesc tego wszystkiego. przewrotnie rzecz biorac jestem z tego zadowolony. slabo, ale kazdy z nas musi zaczac na wlasna reke. cos czego kazde z nas sie balo wlasnie sie zaczelo. zaczelo w glupi sposob. niestety. ogolnie to najlepsze wyjscie. k o n i e c.

***

I have burned my tomorrow
And I stand inside today
At the edge of the future
And my dreams all fade away

I have burned my tomorrows
And I stand inside today
At the edge of the future
And my dreams all fade away

And burn my shadow away
And burn my shadow away

Fate’s my destroyer
I was ambushed by the light
And you judged me once for falling
This wounded heart will rise

And burn my shadow away
And burn my shadow away

An’ I see the light, too light for love
An’ I see the light, too light for love
An’ I see the light, too light for love
An’ I see the light, too light for love

An’ I see the light, too light for love
Burn my shadow
An’ I see the light, too light for love
Oh…
An’ I see the light, too light for love
Burn my shadow
An’ I see the light, too light for love
Away

And burn my shadow away
And burn my shadow away
Oh, how I loved you

***

wesele :)

spacer…

Lipiec 24, 2010

swietny kawalek – polecam

***

Co za noc co za wieczór. Skąd w ludziach tyle agresji? Ganiac się z baseballami po mieście,żeby znaleźć kolesia,który pobił kolesia,żeby stłuc kolesia z początku zdania o kolesiach. W zasadzie to szlachetne i rycerskie pomścic honor kolegi,ale czy nie warto porozmawiać,przytulić,wytłumaczyć? Mąkę love! Swoją droga to dobra noc wczoraj mimo tych wszystkich agresywnych ludzi wokół. Pisze idąc z pracy,miałem jechać,ale jest tak przyjemnie chłodno po deszczu,burzy właściwie,która to miała swoje chwalebne kilka minut dzisiaj. Powietrze z porządną dawka świeżości przesycona ozonem. Idę i prawie jedyne o czym myślę teraz to to,co zjem jak już dotre do domu. I o leclerc trzeba zahaczyc,chlebek kupić,dużo go. Za tydzień wesele,miło.

Widzieliście kiedyś film,który wam się podobał,chociaż nie wiecie za bardzo o co tak naprawdę w nim chodziło,mimo,że niby na końcu jest ‘jasno’ wyjaśnione? Ją tak,dzisiaj.
W ogóle,to tak jak wspomniałem wcześniej idę sobie pieszo do domu a to jest że 4 może 5km,więc czas na pisanie głupot jest. Głupot bez sensu. W ogóle to pasuje nadać temu wszystkiemu jakiś sens. W sensie bycia. Na chwilę obecna życie według wschodów i zachodow słońca jest spoko,ale jakiś genialny plan życiowy przydałby mi się. Weź i coś wymysł:)

A co do odległości to już od samej końcówki sierpnia się zmieni na lepsze,na jakiś kilometr w przybliżeniu. max 15 minut na piechotę ultraspokojnym krokiem. Plus plus plus,duży plus. A i ten pokój niczego sobie.

Bądź dobrej myśli,kiedyś ta karma musi wrócić.

Lipiec 23, 2010

moze dzisiaj sie uda

***