kurde, dobrze by bylo jakby plan zeslany z nieba wypalil… mogloby sie finansowo udac :] jak narazie, jednak pozostaje komp w sferze slinienia sie do ‘elementow skladowych’. nie mniej jednak pomarzyc mozna ;) a do 7 dali pakiet jezykowy polski, wiec juz wiem jaki bede mial nastepny system, w sumie moglby tez byc po angielsku, jakos nie bylo barier ;)
15.o8.2oo9 – 15minut
***
limit slabych filmow wyczerpany na ten miesiac, rok, dekade? najpierw – o matko boska od daremnosci – dragon ball, poprostu zalosc nad zalosci, moze i bajka ambitna nie jest, ale kazdy dzieciak jak ja oglada to sie cieszy:) ja tez tak mialem, mega fascynacja i ogolnie kamehameha! a film? jakis amerykaniec zakochuje sie w dziewczynie, jest nieporadny, ni z tego ni z owego pojawia sie piccolo, walcza na kolorowe dymki, bo scen bicia sie na piesci prawie w ogole nie ma a potem superslodki hapiend… nawet nie dam rady wiecej napisac o tym filmie, chociaz nie, jak sie go oglada to przypominaja sie sceny z dobrych filmow (matrix, wladca pierscieni) bo zywcem sa zerzniete, tylko w nieudolny sposob…
drugie miszczostfo swiata to adrenalina II… nie widzialem jedynki, ale II jest tak zalosnie slabe, nawet jesli aspiruje do pastiszu filmow hamerykasnkosensacyjnych. o tym to juz w ogole nie da sie nic napisac. od poczatku do konca cycki i krew z durnymi gagami, niestety, z e r o.
ojezusie nazarenski, obraz mnie naszedl. w ogole to jakas dziwna akcja, nie do konca rozumiem. obraz naznaczony pietnem swietosci, ktory podrozuje po wsiach okolicznych oczepiony choinkowymi lampkami oraz zlotymi, plastikowymi rozami nawiedza domostwa. no ok, zwyczaj -- mz troche idiotyczny -- ale jakis tam zwyczaj, tylko ogolnie nie zebym jakos sie wyrazal o tym zle, ale jak to mawia moj kolega “ochujenie totalne”. pada deszcz, kazdy uzbrojony w swieczke -- no moze oprocz mnie -- bo tak wlasnie trzeba wyrusza po obraz (dalej zwany Obrazem). dochodzimy do miejsca spotkania, malowniczo polozona kapliczka na skrzyzowaniu ulic mego miasteczka zapyzialego. czekamy (nadal pada), czekamy, w koncu dziadka poslano z ponagleniem. udalo sie, obraz wychodzi, koles w dresie i swetrze -- popularny stroj miejscowy -- trzyma go jak kawalek deski, spektakularne przejecie jest jeszcze bardziej spektakularne, gdyz zza plecow dziadka wylania sie babcia, ktora zaczyna uciekac z domu, nic nie mowi tylko pedzi, zatrzymana, zlapana pod ramiona zostala zaciagnieta do domu sila… dziwne, zaprawde. no to jazda dalej, Obraz nalezy pocalowac przy przejeciu i powiedziec jakas formulke, ktorej nie doslyszalem. jazda do domu, powrot, spiewanie piosenek, malo kto zna, babcia zawodzi, matka myli slowa, ciotka sie zapowietrza, szykuje sie fest impreza… podchodzimy do domu, juz prawie weszlismy, ale dziadek musial stanac przed Obrazem i powiedziec “zapraszam Cie do naszego domu” (?!), inaczej “you shall not pass!” ;) wchodzimy, goraczkowe poszukiwania przedluzacza za pomoca to ktorego mozna bedzie zalaczyc piekne lampki choinkowe owiniete na Obrazie. wszystko poszlo dobrze, teraz czas na modlitwy i czytania... oczywiscie kazda z babc ma wlasna ‘najlepsza oczywiscie’ wersje przebiegu ceremonii. troche zamieszania, troche smiania, ja w tym czasie zaczalem eksplorowac tajemnicze pudelko idace wraz z obrazem a w nim: kilkanascie swieczek (takich polamancow, jakichs szczatek, takie ogolnie smieci), maly portfelik, taki bardzo oldschoolowy, i zeszyt i taki ala modlitewnik. do tego jeszcze jakies tam male ksiazeczki o papiezu (oczywiscie JPII, innych papiezy historia nie zna). z ciekawosci zaczalem przegladac zeszyt, stary, sciuchany, ogolnie nie wyglada dobrze. pierwsza strona, cos tam napsiane, druga wolna, na trzeciej… niespodzianka! imie i nazwisko kazdego u kogo obraz byl i obok suma jaka oddal na bilet dla Obrazu do nastepnego domu :] przejscie z jednego do drugiego domu kosztuje 2o zl :) fajny interes w sumie. no i ten obrazek tak sobie stoi teraz w domu :)
moze zrobie zdjecie Obrazu jak bedzie mi sie chcialo.
***
22minuty przez telefon, nie sadzilem ze mnie na to stac a jednak! nadal [a nie, federer :D] nie lubie gadac przez telefon, ale czasem zrobic wyjatek mozna, bo milo :) a o dziwo ostatnio w ogole przekonuje sie do rozmow przez telefon mimo ze ich jakos nie lubie to jest to jakas taka lepsza i szybsza forma wymiany informacji niz sms.
zatluke durne koty spod okna, wszystkie, jak nie przestana sie napastowac!
film o koncu swiata na dobranoc, nawet ok, fajny efekt specjalny konca swiata :) ale ogolnie za duzo smutnego nikolasa, chociaz lubie chlopaka, to jakos nie potrafi byc uczuciowy za bardzo. a przed dobranoca star warsy, te animowane, komputerowe. jakies takie nie do konca fajne, w sensie ze zero napiecia jakiegokolwiek w tym wszystkim. z drugiej jednak strony -- na co uwagi wczesniej nie zwracalem za bardzo -- swietne designy jednostek wszelakich. zarowno wielkich czolgow, jak malych mysliwcow a i same droidy tez git. jeszcze wroce do tematu, bo zasluguje.
jak zamontowac pralke, kiedy zawor nie chce zakrecic wody? ot zagwozdka…
dobrze miec internet, w ogole nie wyobrazam sobie go nie miec, uzaleznienie :) chociaz potrafie wytrzymac tydzien bez, to jednak wizja ‘niemieniago’ jest straszna ;) a kompy masowo umieraja na mieszkaniu, cos jak cmentarzysko powoli sie robi. takze trzeba pielegnowac obecnego tymczasowego, zeby przypadkiem i jemu sie nie zmarlo i nie zabral do metalowego gdobu neta.
dobra ‘impreza’, wlasciwie posiadowka, nawet bym cos napisal ale nie wiem co sie dzialo :) tylko Papra tradycji zadosc uczynil, na niego zawsze mozna liczyc :] no i kotlety z leclerca za 5zl, wrecz genialne, takie do hamburgerow, chyba trzeba bedzie sie w nie uzbroic, bo skonczy sie promocja i beda pewnie niezbyt tanie.
palec mnie boli nadal, cos trzeba bedzie chyba z nim zrobic jesli nie przestanie, akacje…