The water so warm that day
I was counting out the waves
And I followed their short life
As they broke on the shoreline
I could see you
But I couldn’t hear youYou were holding your hat in the breeze
Turning away from me in this moment
You were stolen as black across the sunWater so warm that day (water so warm that day)
I counted out the waves (I counted out the waves)
As they broke into shore (as they broke into shore)

***
Ksiądz do wiernych: Na tacy lądowały banknoty o niskich nominałach, nadające się jedynie do podtarcia
Stefan Maliczewski, proboszcz parafii w Dretyniu (woj. Pomorskie), wypomniał mieszkańcom, że na tacy lądowały banknoty o niskich nominałach, nadające się jedynie do podtarcia…
- Słuchałam i aż mnie zatkało. Nasz proboszcz znany jest z braku dyplomacji, ale żeby takie rzeczy opowiadać w czasie kazania. Poczułam się urażona i wyszłam – mówi oburzona mieszkanka Dretynia.
Proboszcz Maliczewski odchodzi z Dretynia do Turowa koło Szczecinka. Sam zabiegał o przeniesienie. W Dretyniu, w którym pozostanie jeszcze miesiąc, spędził osiemnaście lat.
- Przygotowałem dla was elaborat. To moje pożegnanie z wami – oświadczył ksiądz na niedzielnej mszy. – Proboszcz pojechał ostro po wszystkich. Dostało się dziennikarzom, szkole, radzie parafialnej – mówi mieszkaniec Dretynia.
Proboszcz ocenił rok po roku swoją bytność w dretyńskiej parafii.
- Narzekał na wszystko i na wszystkich. Miał pretensje, że ludzie mało dawali na tacę. Stwierdził, że podobnymi nominałami, czyli niskimi, podcierano się w toalecie w czasie budowy plebani. Miał żal, że rada parafialna nie zgodziła się na oddanie cmentarza do zarządzania komuś z zewnątrz. Ksiądz sam nie chciał się nim zajmować – opowiada parafianka.
Wielu ludzi proboszcz wymienił po nazwisku, wytykając im, co tylko się dało. Niżej podpisany też został zauważony jako wróg.
- To nie było pożegnanie. To było obrażanie i lekceważenie. Aż dziw bierze, że proboszcz wytrzymał tu osiemnaście lat. Z tego co mówił można było wywnioskować, że tylko u nas cierpiał – ocenia kolejna parafianka.
- To co powiedział proboszcz na niedzielnych mszach, dyskwalifikuje go jako duszpasterza. Wyzierała z niego agresja. Potraktował nas bardzo źle – mówi mieszkanka Dretynia.
Parafianie usłyszeli jeszcze od proboszcza Maliczewskiego, że w ogóle nie czuje się z nimi związany.
- Nie zapraszajcie mnie na wesela czy pogrzeby, bo i tak nie przyjadę. Może co najwyżej do dwóch, trzech osób – słuchali zdumieni parafianie.
- Nie będę z panem w ogóle rozmawiał, bo nie chcę. Żegnam – tylko tyle powiedział nam proboszcz, kiedy poprosiliśmy go o ustosunkowanie się do tego, w jaki sposób pożegnał się z mieszkańcami Dretynia.
Gazeta Współczesna/Głos Pomorza