i pada ciagle, tak pada ze nawet tur de polonja sie zastrajkowalo.
w zasadzie to bez sesnu, mogli jechac wolniej, sam nie wiem, nie to nie i tak sie tym nie przejalem.
przejalem sie faktem ze w sobote jade do stalowej, mam nadzieje, ze bedzie oki, zalezy mi na tym, to takie moje pierwsze na prawde, zupelnie moje.
pilem dzis czekolade z kawowym likierem, cudo, uwielbiam.
jeszcze w przyjemnym lokalu, byle ciszej by tam bylo.
odwiedze jeszcze.
na 1oo %.
praktyk jeszcze 2tyg, juz niewiele, daje rade, nie jest zle.
aaa, sciany zdrapalem, pachnie teraz betonem, takim swierzym, trzeba teraz wziac sie za to dalej.
i okna maja byc, ciekawe, bardzo, trzeba podpisac umowe, trzeba sie przeprowadzic, kase na konto, to tamto, ogarnac zadania codzienne, zrobic kilka rzeczy, napiety okres sie szykuje, lubie to.
a wogole, jak nie kochac miasta w deszczu noca ?
bo ja je takie wlasnie uwielbiam, mozna isc i isc i isc, tyle swiatel, mazaji kolorow i odbic…
ale do tego muzyka odpowiednia potrzebna jest, cos takiego, co sie snuje, plynie, odrealnia.
Through raging winds and weeping skies
I sat in the loneliness of solitude
I washed my eyes in growing streams
Earth’s resistance
True magnitude

